Historia radzieckich aparatów małoobrazkowych cz. 1. - FED

Fot. Rafał Miętka / www.portretowo.blogspot.com

Fot. Rafał Miętka / www.portretowo.blogspot.com

Radzieckich aparatów było sporo — produkowano zarówno ogromne miechowce,  Polaroidy, jak i zgrabne aparaty na błonę małoobrazkową. Chciałbym przybliżyć ostatnią grupę — historię tych aparatów, które miały niebagatelny wpływ na rozpowszechnienie się formatu 24 x 36 mm w krajach będących pod wpływem byłego Związku Radzieckiego, a więc i u nas, w Polsce.  W pierwszej kolejności przedstawiam markę, od której to wszystko się zaczęło.

FED

Plany stworzenia aparatu na błonę 35 mm zrodziły się w czasie trwania rewolucji. Stwierdzono, że aby kraj więcej produkował, niż importował, trzeba działać. Na topie wówczas plasował się mały aparat Oskara Barnacka, zwący się Leica. Kierując się swą ideologią działacze czeki – rewolucjoniści, postanowili, że zamiast importować do kraju kolejne aparaty – stworzą własną Sowiecką Leicę. Tym sposobem w 1932 roku utworzono pierwsze trzy prototypy aparatu FED. Były one dokładną kopią aparatu Leica A. Skopiowano wówczas nie tylko obiektyw, ale i nawet zewnętrzny dalmierz.

Rosjanie nie wiedzieli jeszcze, że tego samego roku wyszła nowsza Leica II z wbudowanym dalmierzem, ale i to nadrobiono i wkrótce pojawiły się pierwsze FED-y oparte na tym modelu. Produkcja wymagała zastosowania całkowicie nowych technik, gdyż tak skomplikowany sprzęt, składający się z 300 części, potrzebował precyzyjnych urządzeń do jego wykonywania. Mimo tych trudności w 1934 roku rozpoczęto produkcję aparatu w zakładach Trudkomuna w Charkowie. Były to zakłady imienia znanego czekisty – Feliksa Edmundowicza Dzierżyńskiego, od którego to wywodziła się nazwa aparatu: FED.

Tak wyglądają 2 najdroższe aparaty świata

FED 1

fot. Latente / Flickr CC

Jak już wspomniałem, pierwszy FED oparty był na aparacie Leica II. Na tle oryginału wyróżniał się popychaczem dalmierza znajdującym się zaraz pod obiektywem, a także wszelkimi napisami marki m.in. na górze aparatu czy na obiektywie. Napisy te zmieniały się jednak wraz ze zmianami właścicieli fabryki. Aparat wyposażono w zakres czasów od 1/20 do 1/500 s (a także 1/1000 w specjalnej odmianie), dzięki czemu oferował szeroki wachlarz możliwości.

Początkowo jedynym ograniczeniem był brak dostępnych akcesoriów. Mimo iż aparat miał gwint mocowania obiektywów M39, nie oferowano do niego nic oprócz standardowego obiektywu: FED 3,5/50. Zmieniło się to dopiero w 1937 roku, kiedy to pojawiły się pierwsze akcesoria do aparatu m.in. światłomierze, samowyzwalacze, a także 4 nowe obiektywy. FED dziedzicząc po oryginale zwartą konstrukcję z chowanym standardowym obiektywem, szybko podbił nie tylko amatorskie serca, ale i stał się częstym narzędziem pracy w rękach fotoreporterów. Z tego powodu, aż do zakończenia produkcji w 1955 roku, wyprodukowano ok. 700 tys. sztuk pierwszego FED-a.

FED 2

Fot. Rafał Miętka / www.portretowo.blogspot.com

Zobacz również: Fotoblogia.pl - największy blog o fotografii w Polsce

W 1955 roku, po ponad 20 latach produkcji pierwszego modelu, przyszedł czas, by zastąpić go nową, bardziej ergonomiczną konstrukcją. Nowy FED miał nowocześniejszą autorską obudowę, która na tle poprzednika wyróżniała się połączonym wizjerem z dalmierzem. Ponadto wyposażono go  w zdejmowaną tylną ściankę, co znacznie usprawniało wymianę filmu, która w poprzedniku sprawiała wiele problemów. FED 2 oprócz wbudowanego gniazda synchronizacji z lampami błyskowymi miał unowocześniony, lecz węższy zakres czasów: od 1/25 po 1/500 s, które później zastąpiono bardziej logicznym ciągiem od 1/30 do 1/500, zgadzającym się z ciągiem wartości przysłon. Ułatwiło to nastawianie parametrów. Pomyślano także o ludziach noszących okulary – wizjer wyposażono w nastaw dioptrii dla oka.

Model zmieniał się wraz z latami – początkowo oferowano go z obiektywem identycznym jak u poprzednika, później jednak zastąpiono go jaśniejszym szkłem Industar 2,8/52, a z czasem do aparatu dodano wbudowany samowyzwalacz. Powstała także uboższa wersja aparatu o nazwie Zarja, która nie była wyposażona w dalmierz. FED-a 2 produkowano do 1970 roku, mimo iż od 9 lat miał już swoich następców – FED-a 3, a także od 6 lat FED-a 4.

FED 3

Fot. Rafał Miętka / www.portretowo.blogspot.com

Produkowany od 1961 roku aparat wyróżniał się nie tylko obudową, która zmieniała się nawet w trakcie produkcji modelu, ale i zastosowaną migawką. Miała ona znacznie szerszy zakres czasów ekspozycji — od 1 s do 1/500 s. By lepiej korzystało się z aparatu, wprowadzono także wygodniejszą dźwignię naciągu migawki (we wszystkich modelach była ona sprzężona z przesuwem filmu) – wajchę zamiast pokrętła. Zmieniono także sposób ustawiania dioptrii dla oka. Dźwignię blisko pokrętła zwijania powrotnego filmu zastąpiono pokrętłem wokół wizjera, o mniejszej podatności na przypadkowe przestawienie.

Aparat oferowano nie tylko na rodzimym rynku, ale także m.in. w Niemczech pod nazwą Revue-3. Produkcja trzeciej generacji zakończyła się w 1980 roku, a więc również krzyżowała się z następcami. Wyprodukowano ponad 2 miliony egzemplarzy tego modelu.

FED 4

Fot. Rafał Miętka / www.portretowo.blogspot.com

Po raz kolejny nowa obudowa, tym razem podobne możliwości. Zewnętrznie, na niekorzyść, aparat stał się jeszcze wyższy niż poprzednik, a więc z modelu na model tendencja do zwiększania wymiarów obudowy utrzymywała się. Jedyną techniczną różnicą w aparacie FED 4 był zamontowany światłomierz selenowy, dzięki czemu nie trzeba było już nosić zewnętrznych mierników. U góry aparatu znajdowała się skala światłomierza, na której należało zrównać ze sobą dwa wskaźniki, by móc odczytać czas ekspozycji zależny od ustawionego ISO (wtedy zwało się to ASA), a także przysłony. Wbudowany światłomierz wpłynął niekorzystnie na sposób zwijania powrotnego filmu — jego pokrętło usytuowano na boku aparatu. Na tym kończyły się różnice między FED-em 4 a jego poprzednikiem. Model produkowano w latach 1964–1971 i powstało go ok. 600 tys. sztuk.

FED 5

Fot. Rafał Miętka / www.portretowo.blogspot.com

W FED-zie 5 wprowadzono głównie kosmetyczne zmiany względem poprzednika. Zakryto licznik klatek, ułatwiono odczyt wskazań światłomierza i ujednolicono okno czujnika światłomierza z oknem wizjera/dalmierza. Technicznie poprawiono niedogodność w sposobie zwijania filmu, teraz można było to robić za pomocą wysuwanego pokrętła, dodano także złącze elektryczne w stopce lampy błyskowej, by wspierało nowsze typy lamp. Oprócz tego licznik klatek zerował się sam po otwarciu tylnej klapki. FED-a 5 produkowano także w uboższych wersjach: 5C nie miał zmiany dioptrii dla oka, a 5B światłomierza.

Fot. Rafał Miętka / www.portretowo.blogspot.com

Aparaty oferowano z tym samym obiektywem, jednak całym w czerni i ze szkłem z dodatkiem radioaktywnego lantanu, co poprawiało jakość światła trafiającego na film. Stąd dopisek L w nazwie. Aparaty te produkowano od 1975 do 1990 roku.

Start, Druh, Fenix, czyli historia aparatów fotograficznych Made in Poland
Jak widać, wszystkie te modele charakteryzowały się podobną, zaokrągloną konstrukcją, pierwotnie wywodzącą się od aparatu Leica. Oprócz nich pod nazwą FED produkowano także nowocześniejsze i mniejsze, lecz często słabsze technicznie konstrukcje, m.in. FED Mikron, FED 50 czy FED Stereo, który miał dwa obiektywy, więc można nim było wykonywać zdjęcia w technice stereoskopowej. Żaden z nich nie cieszył się taką popularnością jak aparaty, które przedstawiłem.

FED przyczynił się do rozpowszechnienia formatu małoobrazkowego w dawnym Związku Radzieckim. Pod jego wpływem powstały najważniejsze marki fotograficzne w ZSRR, m.in. Zorki, które opiszę w następnym artykule.

Zobacz więcej artykułów z serii: Historia radzieckich aparatów małoobrazkowych

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Przeglądy:

Najciekawsze strony do obróbki zdjęć online Nudna Ameryka na nienudnych zdjęciach Jacka Foty [wywiad] 10 cytatów fotograficznych, które powinniście znać Najdroższe i największe obiektywy pokazane na targach Photokina 2014 Podnosząca się z gruzów stolica na zdjęciach z albumu "Warszawa lata 40." "Małe Nemo", czyli niemowlaki sfotografowane pod wodą Photoshopowe wpadki miesiąca - wakacje 2014 Sesja dla Disney'a i Annie Leibovitz podczas pracy Blogi modowe, na których zdjęcia zatrzymają Cię na dłużej "303 zdjęcia, które musisz znać" - recenzja albumu, którego nie ma Koken – darmowy system zarządzania treścią dla fotografów Filmy o fotoreportażu, dzięki którym inaczej spojrzysz na świat... JPEGmini – zmieniamy rozmiar zdjęć jednym kliknięciem Książki o fotografii, które warto przeczytać [cz.1] Photoshopowe wpadki miesiąca [styczeń] Fotoreporter David Guttenfelder opowiada o robieniu zdjęć smartfonem w Korei Północnej Fotografia (i Photoshop) w służbie propagandy 15 najchętniej czytanych tekstów w 2013 r. na Fotoblogii Photoshopowe wpadki miesiąca [grudzień] Photoshopowe wpadki miesiąca - listopad [galeria] Co warto czytać? Jesienny przegląd prasy fotograficznej Kreatywne techniki fotograficzne, które mogą zainspirować Google+ z wbudowanym Snapseedem Książki o fotografii, które warto przeczytać [część 2]