Historia radzieckich aparatów małoobrazkowych cz. 3. - Zenit

© Rafał Miętka

© Rafał Miętka

Nawet dziś, w erze cyfrowej, niemal każdy kojarzy markę Zenit. Do tych aparatów często wracają początkujący fotografowie. Chęć poznania, jak fotografowano kiedyś, cała magia filmów analogowych, a także cena i dostępność sprawnych Zenitów zachęcają do zainteresowania się marką. Wystarczy tylko przejść się po dowolnej giełdzie staroci i już po chwili za bezcen można nabyć pełnosprawny aparat. Czemu Zenit zawdzięcza taką popularność? O tym w dzisiejszym artykule.

Początki kariery — Zenit I, S, 3, 3M

Większość modeli marki Zenit produkowana była w zakładach KMZ w Krasnogórsku. Tam też powstała pierwsza generacja aparatu. Szybko rozwijające się zakłady KMZ dzięki produkcji aparatów Zorki zdecydowały się zmodyfikować swój aparat w prosty sposób. Usunięto z niego dalmierz, a w jego miejscu pojawił się pryzmat, następnie przesunięto do przodu część obiektywową, by zrobić przestrzeń dla mechanizmu lustra.

W ten sposób powstała prosta lustrzanka, nieodbiegająca wiele wymiarami od bazowego modelu Zorki. Czasy ekspozycji migawki pozostały te same (od 1/25 do 1/500 s), nie zmieniło się także mocowanie obiektywów (M39), które niestety nie zachowało kompatybilności z obiektywami z Fedów i Zorki z racji oddalenia mocowania od kliszy. Z tego powodu aparat dostarczany był ze zmodyfikowanym obiektywem Industar 22 3.5/50.

Zenit nie był wyposażony w gniazdo synchronizacyjne z lampą błyskową, a więc analogicznie do Zorki powstał model S©, który już je miał. W nim także po raz pierwszy pojawił się nowocześniejszy Industar 50 3.5/50. Produkcja modelu pierwszego przebiegała w latach 1952–1956 przy tylko 39 tys. wyprodukowanych egzemplarzy, a modelu S w latach 1955–1961 przy 232 tys. egzemplarzy.

Zenit S(C) / Fot. KVK2005 / Wikimedia CC

Jeszcze w 1959 roku Zenit S doczekał się następcy – modelu o oznaczeniu 3, wyposażonego w szybszy naciąg wajchą, a nie pokrętłem jak wcześniej. Zmodyfikowano ponadto wygląd aparatu, dodano samowyzwalacz i unowocześniono czasy – teraz od 1/30 do 1/500 s. W ten sposób pomału wprowadzano coraz to większe możliwości. Podczas produkcji tego modelu powstał także znany do dziś obiektyw Helios 44 2/58 — kopia Carl Zeiss Jena Biotar 2/58, czyli najlepszego standardowego obiektywu oferowanego do aparatów marki Praktica oraz Exakta.

Historia radzieckich aparatów małoobrazkowych cz.2. — Zorki

Od początku produkcji Zenitów przeszkadzał jednak sposób wkładania filmu do aparatu zaczerpnięty z Zorki. To też z czasem zostało zmienione na wygodniejszą, zdejmowaną klapkę dzięki modelowi 3M, który wprowadzono wraz z końcem produkcji trójki w 1962 roku. Łączna wielkość produkcji modeli 3 oraz 3M (produkowanego do 1970 r.) wyniosła 863 tys. sztuk.

Zobacz również: Fotoblogia.pl - największy blog o fotografii w Polsce

Już na przykładzie pierwszych modeli widać, jak aparat te zdobywały sobie coraz większą popularność. Wadą pierwszych Zenitów był jednak brak samopowrotnego lustra, a co gorsze — bardzo ciemny celownik o pokryciu kadru ok. 65–70%. W praktyce nie do końca wiadomo było, co jeszcze znajdzie się w kadrze.

A mogło być tak pięknie — Zenit 4, 5, 6

Zenit 4 był całkowicie nową konstrukcją, naprawiającą sporo wad poprzedników. Aparat wreszcie wyposażono w samopowrotne lustro, do tego pojawiła się możliwość wymiany pryzmatów na jaśniejsze kominki. Nie był to już model bezpośrednio oparty na Zorce. Nowa kanciasta obudowa, migawka centralna (listkowa), mocowanie bagnetowe, a więc i nowe obiektywy, tryb półautomatyczny dzięki światłomierzowi selenowemu oraz zakres czasów od 1 s do 1/500 s to było coś.

Zenit 4 / www.sovietcams.com

Zenit 5 ponadto miał wbudowany silnik do automatycznego przesuwu filmu, a szóstka zamiast niego standardowo dostarczana była z obiektywem Rubin-1 2.8/37–80, czyli wyposażonym w zoom optyczny (!). Niestety… produkcja tych aparatów była bardzo krótka. Łącznie powstało 40 tys. sztuk wszystkich wymienionych modeli. Produkowane były w latach 1964–1968.

Najbardziej znane — Zenit E, B, 11, TTL, 12xp oraz ich odmiany

Automatyczne Zenity były trudniejsze w produkcji, a więc i droższe. Z tego powodu w 1966 zaprezentowano nowy model – Zenit E. Zewnętrznie przypominał on modele 4,5,6, ale technicznie był oparty na modelach pierwotnie powstałych od Zorki. Wróciły tym sposobem wszystkie możliwości Zenita 3M, m.in. czasy migawki kurtynowej od 1/30–1/500 oraz brak automatyki ekspozycji. Wyposażono go za to w samopowrotne lustro, mocowanie obiektywów na gwint M42 oraz światłomierz selenowy, którego wartości odczytywało się w okienku na górze aparatu. By tego dokonać, należało zrównać ze sobą dwa wskaźniki, a potem z pokrętła wartości ekspozycji odczytać czas dla ustawionej przysłony. Zwalniało to z konieczności noszenia światłomierza zewnętrznego. Aparat standardowo dostarczany był z Heliosem 44–2 2/58 lub Industarem 50–2 3.5/50.

Zenit ET, w tle E / © Rafał Miętka

Prosta konstrukcja Zenita E okazała się bardzo wytrzymała i niemal bezawaryjna, dlatego aparat doczekał się wielu następców i sąsiednich modeli. Powstawały między innymi takie konstrukcje, jak: Zenit EM wyposażony w popychacz do podglądu głębi ostrości, Zenit ET o plastikowych wykończeniach i nowocześniejszym wyglądzie, a także B – bez światłomierza.

Bardziej korzystną modyfikacją było wprowadzenie wraz z Zenitem TTL w 1976 roku pomiaru światła przez obiektyw (Through The Lens). Światłomierz znajdował się teraz w pryzmacie, dzięki czemu możliwe było odczytywanie wartości, patrząc przez wizjer. Ustawiając ekspozycję, należało uśrednić wskazówkę między + a –, by zapewnić poprawne naświetlenie. Produkowano także odmiany Zenit 10 oraz 11, w których wartości światłomierza TTL odczytywało się na górze aparatu – tak samo jak w modelu E.

W 1982 roku w modelu 12xp ostatecznie usprawniono światłomierz. Zamiast wskaźnika z plusem i minusem, którego wartości trudno było czasem odczytać, pojawiły się trzy diody LED. Pokazywały one, czy zdjęcie wyjdzie prześwietlone, niedoświetlone czy o prawidłowej ekspozycji. Ponadto aparat miał lepszej jakości wykończenie.

Zenit 12XP / © Rafał Miętka

Wraz z początkiem produkcji modelu E od 1966 aż do końca produkcji modelu 12xp w 1994 roku zakłady KMZ opuściło aż 12 milionów aparatów Zenit. Czyni to markę jedną z najpopularniejszych na świecie. Ich charakterystyczny, toporny wygląd, prostota konstrukcji i bardzo niskie jak na lustrzanki ceny sprawiły, że nawet dziś aparaty te są bardzo łatwo dostępne. Trafiają przez to do rąk amatorów, którzy coraz chętniej poznają tajniki fotografii analogowej.

Zenity tych serii nigdy nie sprawdzały się jednak w rękach profesjonalistów. Było to spowodowane małym zakresem czasów, słabej jakości obiektywami oraz odstraszająco słabą widocznością kadru w wizjerze – jedynie 20 x 28 mm kadru, podczas gdy klatka filmu małoobrazkowego ma 24 x 36 mm. Dla profesjonalistów stworzono całkiem inne aparaty.

Klasa profesjonalna – Start oraz Zenit 18, 19

Dzięki sukcesowi amatorskich lustrzanek marki Zenit w 1958 roku KMZ postanowiło wdrożyć do produkcji bardziej zawansowany model. Tym razem nie miał on szyldu Zenit, ale był na nim oparty – mowa o aparacie o nazwie Start (i nie mówię tu o naszym rodzimym Starcie ;) ) Start miał znacznie szerszy zakres czasów ekspozycji – od 1 s do 1/1000 s, dwa gniazda do synchronizacji z lampami błyskowymi, mocowanie bagnetowe oraz wymienne pryzmaty. Zewnętrznie bardzo przypominał Zenita 3. Aparat wyposażono w obiektyw Helios 2/58 w wersji z automatyką przesłony. Starta produkowano do 1964 roku. Powstało 76 tys. sztuk.

Historia radzieckich aparatów małoobrazkowych cz.1. — FED

Następna propozycja KMZ dla profesjonalistów pojawiła się w 1979 roku wraz z premierą modeli 18 oraz 19. Nie były to już proste konstrukcje wywodzące się od Zorki. Wykorzystano w nich nowoczesną, elektrycznie sterowaną migawkę o metalowych kurtynach, która umożliwiała precyzyjną pracę przy czasach od 1 s do 1/1000 s. Jasny wizjer mający 95% pokrycia kadru wyposażano w matówki z rastrem. Było w nim także widać poziom ekspozycji – tak jak w modelu TTL.

Pojawiło się ponadto mnóstwo udogodnień, takich jak osobny przycisk do podglądu głębi ostrości, naciąg o krótkim skoku oraz system łatwego zakładania filmu. Różnica między modelami polegała na tym, że osiemnastka wyposażona była także w tryb półautomatyczny, który sam dobierał czas migawki. Produkcja trwała do 1987 roku. W tym czasie wyprodukowano 7 tys. sztuk modelu 18 oraz 121 tys. sztuk modelu 19.

Zenit 19 / © Rafał Miętka

Lata 90. do dziś

Mimo że od wielu lat istniało sporo znacznie bardziej zaawansowanych konstrukcji, to nawet w latach 90. na tle tych wszystkich, głównie japońskich marek Zenit sprzedawał się wciąż dobrze.

Ostatnim Zenitem, którego sprzedaż osiągnęła barierę miliona sztuk, był model 122. Wyprodukowany w liczbie prawie 2 milionów egzemplarzy. Od poprzednika — modelu 12xp różnił się przede wszystkim wyglądem i wykonaniem — niemal cały korpus wykonany był z plastiku. Zerwano z kanciastą stylistyką – aparat możliwie zaokrąglono, dla lepszego trzymania aparatu z tyłu pojawiło się wygodne miejsce na kciuk, a z przodu dodano małą rękojeść.

Zmienił się także sposób naciągu samowyzwalacza – teraz wykonywało się to pokrętłem z boku aparatu. Wymusiło to znalezienie sposobu na pokazanie czasu pozostałego do wyzwolenia migawki – widać go w małym okienku z przodu aparatu. Zenity 122 dostarczano wciąż z obiektywami Helios. Zmieniło się to dopiero wraz z nowymi modelami, począwszy od 212K, który wyposażano w obiektyw Zenitar-K2 2/50. Wszystkie modele od tego czasu miały (i dalej mają) bardzo zaokrągloną budowę. Niektóre z nich, jak np. 212K czy też 122K, dysponowały mocowaniem obiektywów typu Pentax, inne zaś, np. 412DX, 412LS, wyposażano w czytnik kodów DX.  Obecna sprzedaż nowych modeli jest nieporównywalnie niższa niż w dawnych latach.

Zenit 122 / © Rafał Miętka

Warto nadmienić, że oprócz modeli produkcyjnych powstało wiele prototypów aparatów Zenit oferujących niecodzienne jak na tamte czasy możliwości, m.in. Zenit 8, który już w latach 70. miał być wyposażony w… autofocus.

Budzącą najwięcej emocji odmianą Zenitów, która weszła do seryjnej produkcji, była seria FotoSnajper – aparaty te wyposażano w sporych gabarytów obiektyw Tair 4.5/300, a przede wszystkim w uchwyt pistoletowy, który zdecydowanie wpływał na wygodę celowania z tak dużego kalibru.

Prosta, solidna konstrukcja Zenitów sprawia, że do tej pory marka cieszy się niemałą popularnością. Aparaty tej marki nadają się idealnie jako sprzęt do nauki, zachęcają do dalszego rozwoju w fotografii. Z powodu ogromnej liczby egzemplarzy, które trafiły na polski rynek, aparaty te można znaleźć zakurzone na strychach, często w bardzo dobrym stanie. Warto popytać rodzinę czy też znajomych – z pewnością znajdzie się osoba, która ma jakiegoś Zenita.

__________

Rafał Miętka Rafał Miętka — jestem pasjonatem fotografii w szerokim tego słowa znaczeniu. Uwielbiam rejestrować wyjątkowe chwile w życiu człowieka, odnajdywać piękno w każdym z nas i we wszystkim, co mnie otacza. Kolekcjonuję dawny sprzęt fotograficzny, nie pozwalając, by został zapomniany. Oprócz tego interesuję się grafiką i muzyką, ciągle ucząc się w każdej z tych dziedzin. Moje prace można obejrzeć na: www.portretowo.blogspot.com.

 

Zobacz więcej artykułów z serii: Historia radzieckich aparatów małoobrazkowych

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Przeglądy:

Nudna Ameryka na nienudnych zdjęciach Jacka Foty [wywiad] 10 cytatów fotograficznych, które powinniście znać Najdroższe i największe obiektywy pokazane na targach Photokina 2014 Podnosząca się z gruzów stolica na zdjęciach z albumu "Warszawa lata 40." "Małe Nemo", czyli niemowlaki sfotografowane pod wodą Photoshopowe wpadki miesiąca - wakacje 2014 Sesja dla Disney'a i Annie Leibovitz podczas pracy Blogi modowe, na których zdjęcia zatrzymają Cię na dłużej "303 zdjęcia, które musisz znać" - recenzja albumu, którego nie ma Koken – darmowy system zarządzania treścią dla fotografów Filmy o fotoreportażu, dzięki którym inaczej spojrzysz na świat... JPEGmini – zmieniamy rozmiar zdjęć jednym kliknięciem Książki o fotografii, które warto przeczytać [cz.1] Photoshopowe wpadki miesiąca [styczeń] Fotoreporter David Guttenfelder opowiada o robieniu zdjęć smartfonem w Korei Północnej Fotografia (i Photoshop) w służbie propagandy 15 najchętniej czytanych tekstów w 2013 r. na Fotoblogii Photoshopowe wpadki miesiąca [grudzień] Photoshopowe wpadki miesiąca - listopad [galeria] Co warto czytać? Jesienny przegląd prasy fotograficznej Kreatywne techniki fotograficzne, które mogą zainspirować Google+ z wbudowanym Snapseedem Książki o fotografii, które warto przeczytać [część 2] Nowa i stara połówka Wielkiego Jabłka na jednym interaktywnym zdjęciu