Historia radzieckich aparatów małoobrazkowych cz. 4. - Smena

© Rafał Miętka

© Rafał Miętka

W poprzednim artykule pisałem o Zenicie, który w Polsce stał się wyjątkowo popularny. Istnieje jednak jeszcze popularniejszy radziecki aparat małoobrazkowy, tak popularny, że trafił do Księgi rekordów Guinnessa. Rozpoczął ponadto tzw. lomografię — nurt liczący dziś pół miliona fanów, którzy wykorzystując swoje plastikowe, wręcz tandetne aparaty, neguje niemal każde zasady fotografii. Co to za sprzęt? Przedstawiam Smenę – najpopularniejszy aparat świata.

Historia

Historia Smeny sięga jeszcze okresu międzywojennego, kiedy to jeden z najstarszych radzieckich producentów optyki – GOMZ (ros. Gosudarstvennyi Optiko-Mekhanicheskii Zavod), wprowadził w 1939 roku pierwszy aparat o nazwie Smena (model dziś nazywany Original). Była to konstrukcja mieszkowa, wzorowana na Kodaku Bantamie z 1935 roku (wreszcie nie kopia ;)). Aparat wyposażony był w obiektyw typu Tryplet o świetle F6.8 i ogniskowej 50 mm oraz migawkę mającą tylko dwa czasy (B i 1/50 s) i dwie nastawy przysłony. Jego wytwarzanie zostało przerwane w 1941 roku, gdyż cała produkcja GOMZ została przestawiona na potrzeby wojenne. Nie zarzucono jednak marki i 12 lat później, w 1953 roku całkowicie nowa Smena zagościła na rynku radzieckim.

Anarchia w fotografii, czyli podstawy lomografii

Początki — Smena 1, 2, 3, 4, M

Pierwszy model, oznaczany Smena (ros. Сменa, u nas popularnie nazywany Smiena), był bardzo prostym konstrukcyjnie aparatem. Jego ładnie wykonany, bakelitowy korpus wraz z wizjerem celownikowym oraz licznikiem klatek służył do transportu filmu małoobrazkowego. Na przedniej płycie znajdowała się zaś migawka centralna o czasach ekspozycji od 1/10 do 1/200 s i B, którą to wyposażono w obiektyw Triplet-22 o ogniskowej 40 mm i świetle F4.5.

Aparat ten skierowano głównie do amatorów, jednak dzięki dość szerokiemu wyborowi z palety czasów i przysłon wymagał znajomości podstaw fotografii. Niestety przesuw filmu w Smenie nie był sprzężony z naciągiem migawki – wszystko trzeba było robić osobno, nawet spust znajdował się na obiektywie. Co ciekawe, aparat, mimo iż miał mocowanie lamp – stopkę, tylko zdaje się przystosowany do obsługi lamp błyskowych — nie miał synchronizatora z nimi. Stopka służyła wyłącznie do umieszczania w niej akcesoriów typu dalmierz (wytwarzano nawet specjalny dalmierz Smena).

Inaczej sprawa miała się w produkowanym równocześnie modelu Smena 2, który oprócz synchronizatora wyposażono także w samowyzwalacz. Kolejny wariant – 3 — od jedynki różnił się tylko pokrętłem przesuwu filmu, na którym znajdował się pamiętnik czułości, zaś Smena 4 była to dokładnie ta sama różnica jednak w stosunku do modelu drugiego.

Więcej zmian wprowadzała dopiero wersja M, która miała synchronizator z lampą oraz bardziej rozbudowaną migawkę o szerszym zakresie czasów ekspozycji (1/8 s – 1/250 s). Ostatni egzemplarz pierwszej generacji Smeny opuścił fabrykę w 1962 roku i już do tego czasu było ponad 4 mln sztuk.

Smena (1) / © Rafał Miętka

Zobacz również: Fotoblogia.pl - największy blog o fotografii w Polsce

Ku nowoczesności – Smena 5, 6, 7, 8, 9

Kiedy w 1962 roku GOMZ stał się częścią LOOMP (ang. Leningrad Optical and Mechanical Association of Enterprises) dla Smeny nastały nowe czasy – potrzebny był aparat nowocześniejszy, lecz wciąż tani w produkcji. Jeszcze w tym samym roku nastąpiła premiera następcy — Smeny 5. Była to całkowicie nowa konstrukcja, produkowana już nie z delikatnego bakelitu – zastąpiono go wytrzymalszym termoplastykiem.

Aparat zdecydowanie zyskał na ergonomii. Łatwiej przewijało się film dzięki zastosowaniu większego pokrętła — tym razem po prawej stronie, wreszcie spust migawki znalazł się w wygodnym miejscu – na górze obudowy, zaraz obok pamiętnika czułości, a do tego w aparacie pojawił się delikatny zarys uchwytu. Wszystko to sprawiało, że fotografowało się zdecydowanie wygodniej. Technicznie aparat niewiele się zmienił. Wprowadzono w nim nowocześniejsze czasy – od 1/30 do 1/250 s oraz B.

Największą zmianą i jednocześnie rozczarowaniem był nowy obiektyw – Triplet 42. Niestety zmniejszyło się jego światło — teraz można było ustawić maksymalnie przysłonę F5.6 przy stałej ogniskowej 40 mm. Na szczęście szybko zrezygnowano z takiego rozwiązania i w Smenie 6, wprowadzonej wkrótce, zastosowano obiektyw T43 o świetle F4 i takiej samej ogniskowej. Usunięto tu mocowania do paska, za to dodano samowyzwalacz i wolniejszy czas 1/15 s.

W trakcie produkcji modelu następowały zmiany nazwy producenta. Wtedy to nazwa została zmieniona na LOMO (Leningrad Optical-Mechanical Union), słynne do dziś. Właśnie od nazwy producenta – LOMO wziął się termin lomografia. Smena 7 analogicznie do poprzednich odmian różniła się brakiem samowyzwalacza. Poważnym zagraniem ze strony firmy był jednak ósmy model. Różnił się co prawda tylko pokrętłem zwijania powrotnego kliszy, jednak skierowano go na rynek międzynarodowy. Sprawiło to, że do dziś jest to jedna z najpopularniejszych Smen. Ostatnim tego typu modelem była Smena 9, która różniła się — jak zwykle – brakiem samowyzwalacza. Aparaty tej serii produkowano do 1971 roku.

Smena 8 - rzadka odmiana LOOMP / © Rafał Miętka

Nowa moda – Smena 8m

W 1970 roku panowała moda na przedmioty kanciaste, co również udzielało się aparatom fotograficznym. Wielu producentów, aby przystosować wyroby do ówczesnych trendów, wprowadzało zmiany w designie swoich produktów, zaś nowe modele projektowano już z ich uwzględnieniem. LOMO po sukcesie ósemki, również przystosowało się do nowego stylu. Z tego powodu wyprodukowano Smenę 8m.

Ósemka w nazwie trafnie nawiązywała do poprzedniego modelu, gdyż obie wersje technicznie niczym się nie różniły i 8m nic nowego nie wprowadzał (no może z wyjątkiem braku samowyzwalacza ;) ) - była to modyfikacja głównie wyglądu aparatu. Dobrą rzeczą dla amatorów było wprowadzenie graficznych oznaczeń czasów. Najszybszy czas oznaczano słoneczkiem, zaś najwolniejszy – chmurką z deszczem. To samo zastosowano w odniesieniu do ostrości – portret, ludzie, bloki sugerowały, jaką mniej więcej ostrość ustawić. Oczywiście w obu tych nastawach były podane także wersje liczbowe. Nawet ustawianie przysłony było ułatwione – jaka czułość, taka przysłona.

W 8m wreszcie klapka tylna nie wypadała – była na zawiasie, za to licznik klatek znajdował się w mniej wygodnym miejscu – na tyle aparatu, gdzie łatwo można było go przypadkiem przestawić. Tak jak w poprzedniku aparat również eksportowano na rynek międzynarodowy, co widać po dwóch sposobach pisania nazwy marki.

Smena 8m okazała się jeszcze większym sukcesem niż 8 i osiągnęła tak ogromną sprzedaż, że trafiła do Księgi rekordów Guinnessa. Łącznie ze zwykłą ósemką wyprodukowano 21 milionów egzemplarzy (!), czyniąc urządzenie najliczniej wyprodukowanym aparatem na świecie. Dlatego dziś można nabyć ją niemal wszędzie za kwoty rzędu 5–10 zł.

Smena 8m wraz z dalmierzem Blik / © Rafał Miętka

Ostatnim modelem bezpośrednio opartym na tej serii aparatów był produkowany w latach 1990–1993 wariant Smena 35. Cechował się całkowicie nowym wyglądem, pozostawiając przy tym wszystkie pokrętła w tych samych miejscach. Technicznie jedyną poważną dla użytkownika zmianą było zastosowanie gorącej stopki. Aparat sprzedał się w liczbie ponad 800 tys. egzemplarzy, tym samym kończąc najpopularniejszą dla Smeny serię.

Innowacyjność — Smena Rapid, SL

Oczywiście nie produkowano tylko jednej serii aparatów Smena. Powstało wiele innych odmian, które jednak często nie opuszczały fazy prototypu, np. automatyczna Smena 14, a jeżeli już udało się doprowadzić do seryjnej produkcji, to trwała ona i tak bardzo krótko (wariant 19). Jednym z wyjątków w tej kwestii był model Smena SL produkowany w latach 1968–1977. Początkowo wytwarzany jako Smena Rapid, szybko doczekał się poprawki o nazwie SL, wprowadzającej stopkę akcesoriów oraz ramkę w wizjerze, pokazującą dokładnie krańce kadru.

Aparat był zdecydowanie najciekawszym oferowanym modelem. Ustawiany czas ekspozycji widoczny był nie tylko na obiektywie, lecz także na górze aparatu, gdzie znajdował się „wyświetlacz”, który na zielono pokazywał, czy ekspozycja dobrana jest pod kątem brzydkiej czy ładnej pogody (te same symbole co w późniejszym modelu 8m, który odziedziczył także migawkę po SL). Na górze korpusu znajdował się nowoczesny licznik klatek, kasujący się automatycznie po otwarciu tylnej klapki. Klapka ta wyposażona była w pamiętnik czułości kliszy.

Co najważniejsze, po raz pierwszy w Smenie naciąg migawki sprzężono z przesuwem filmu - służyła do tego wajcha z tyłu aparatu. Dzięki temu rozwiązaniu nie zdarzało się już przypadkowe podwójne naświetlenie tej samej klatki, co często trapiło użytkowników innych modeli. Spust znajdował się z przodu aparatu podobnie jak w pierwszych Smenach, mimo to był duży, dzięki czemu łatwiej dostępny.

Niestety aparat nie miał szans stać się popularnym – zastosowano w nim kasetki typu Rapid, dające 12 zdjęć. Agfa Rapid oraz Orwo SL to jedyne filmy, które wspierały wówczas takie rozwiązanie. Były jednak trudno dostępne na terenie Związku Radzieckiego. W efekcie aparat nie cieszył się tak ogromną sprzedażą jak modele sąsiednie — wyprodukowano go w liczbie 600 tys. egzemplarzy.

Smena SL / © Rafał Miętka
Smena SL / © Rafał Miętka
Ikonograficzny wskaźnik czasu ekspozycji w Smenie SL / © Rafał Miętka

Mieszaniec — Smena Symbol

Nadzieją na lepszą sprzedaż był model Symbol produkowany od 1971 roku. Czerpał on wiele zarówno z wariantu SL, jak i 8m. Po SL odziedziczył naciąg wajchą połączony z przesuwem filmu, samozerujący się licznik klatek, spust na przodzie aparatu, pamiętnik czułości filmu oraz graficznie pokazywane czasy, które również się „wyświetlały” - tym razem odbywało się to na obiektywie. Po modelu 8m uzyskał zaś podobny stylistycznie wygląd, z wizjerem umiejscowionym bliżej obiektywu, aby zmieścić na górze aparatu większe i wygodniejsze pokrętło do zwijania powrotnego typowego małoobrazkowego filmu.

Innowacją, jaką po raz pierwszy w Smenach wprowadził Symbol, było zastosowanie gorącej stopki, czyli wyposażonej w elektryczne złącze do wyzwalania błysku. Aparatowi również udało się odnieść sukces i do końca produkcji w 1991 roku wyprodukowano ponad 4 miliony egzemplarzy Smeny Symbol.

Smena Symbol / © Rafał Miętka

Historia radzieckich aparatów małoobrazkowych cz. 3. – Zenit

Od początku Smena została zaprojektowana tak, by była jak najtańsza, a więc i jak najbardziej dostępna dla ludzi. Wielkość produkcji nie szła w parze z jej jakością, przez co wiele egzemplarzy miało niedopracowaną optykę, której charakterystyczna plastyka urosła do miana legendy, powodując powstanie nowego nurtu w fotografii. Smena jest dzięki temu prekursorem dla tak znanych dziś aparatów jak Holga czy Diana, które nawet w epoce cyfrowej przyciągają sporo klientów. Pomysł na prosty i tani aparat dla każdego był strzałem w dziesiątkę, a raczej w ósemkę ;)

__________

Rafał Miętka Rafał Miętka — jestem pasjonatem fotografii w szerokim tego słowa znaczeniu. Uwielbiam rejestrować wyjątkowe chwile w życiu człowieka, odnajdywać piękno w każdym z nas i we wszystkim, co mnie otacza. Kolekcjonuję dawny sprzęt fotograficzny, nie pozwalając, by został zapomniany. Oprócz tego interesuję się grafiką i muzyką, ciągle ucząc się w każdej z tych dziedzin. Moje prace można obejrzeć na: www.portretowo.blogspot.com.

Zobacz więcej artykułów z serii: Historia radzieckich aparatów małoobrazkowych

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Przeglądy:

Nudna Ameryka na nienudnych zdjęciach Jacka Foty [wywiad] 10 cytatów fotograficznych, które powinniście znać Najdroższe i największe obiektywy pokazane na targach Photokina 2014 Podnosząca się z gruzów stolica na zdjęciach z albumu "Warszawa lata 40." "Małe Nemo", czyli niemowlaki sfotografowane pod wodą Photoshopowe wpadki miesiąca - wakacje 2014 Sesja dla Disney'a i Annie Leibovitz podczas pracy Blogi modowe, na których zdjęcia zatrzymają Cię na dłużej "303 zdjęcia, które musisz znać" - recenzja albumu, którego nie ma Koken – darmowy system zarządzania treścią dla fotografów Filmy o fotoreportażu, dzięki którym inaczej spojrzysz na świat... JPEGmini – zmieniamy rozmiar zdjęć jednym kliknięciem Książki o fotografii, które warto przeczytać [cz.1] Photoshopowe wpadki miesiąca [styczeń] Fotoreporter David Guttenfelder opowiada o robieniu zdjęć smartfonem w Korei Północnej Fotografia (i Photoshop) w służbie propagandy 15 najchętniej czytanych tekstów w 2013 r. na Fotoblogii Photoshopowe wpadki miesiąca [grudzień] Photoshopowe wpadki miesiąca - listopad [galeria] Co warto czytać? Jesienny przegląd prasy fotograficznej Kreatywne techniki fotograficzne, które mogą zainspirować Google+ z wbudowanym Snapseedem Książki o fotografii, które warto przeczytać [część 2] Nowa i stara połówka Wielkiego Jabłka na jednym interaktywnym zdjęciu