Historia radzieckich aparatów małoobrazkowych [cz. 6]. Najciekawsze konstrukcje

© Rafał Miętka

© Rafał Miętka

W poprzednich częściach cyklu prezentowałem główne radzieckie marki, takie jak Zenit czy Smena. Osiągnęły one niegdyś niesamowitą popularność i do dziś często się o nich słyszy. Warto jednak poznać także te aparaty, które nie doczekały się aż takiego rozgłosu, a szkoda, ponieważ były to wyjątkowe konstrukcje. Oto pięć najciekawszych.

Sport — początki lustrzanki małoobrazkowej

Pierwszy model, który przedstawiam, jest jednocześnie jednym z ważniejszych historycznie aparatów. Dużo się mówi o Leice – pierwszym aparacie małoobrazkowym, i zazwyczaj na tym kończy się wiedza sporej liczby miłośników fotografii. Wielu z nich przecież korzysta obecnie z lustrzanek małoobrazkowych – tzw. full frame, czy też o matrycach mniejszych jak np. APS-C. Kiedy jednak rozpoczął się trend na małe, poręczne lustrzanki? No właśnie…

Historia radzieckich aparatów małoobrazkowych cz. 1. — FED

Radzieckich aparatów było sporo – produkowano zarówno ogromne miechowce,  Polaroidy, jak i zgrabne aparaty na błonę małoobrazkową. Chciałbym przybliżyć ostatnią grupę – historię tych aparatów, które miały niebagatelny wpływ na rozpowszechnienie się formatu 24 x 36 mm w krajach będących pod wpływem byłego Związku Radzieckiego, a więc i u nas, w Polsce.  W pierwszej kolejności przedstawiam markę, od której to wszystko się zaczęło.

Po raz pierwszy w historii wzmianka o lustrzance małoobrazkowej pojawiła się w 1934 roku na łamach czasopisma „Sovietskoje Foto”. Przedstawiono wówczas koncepcję konstrukcji, a rok później zaprezentowano jej wygląd i specyfikacje. Aparat miał nazywać się Gelveta… i na tym kończyły się informacje na jego temat, po czym nastąpiła roczna cisza.

W tym czasie niemiecka firma Ihagee wystartowała już z produkcją prawdziwej pierwszej małoobrazkowej lustrzanki – Kine Exakta. To właśnie Exakta zapisała się na kartach historii, ponieważ produkcyjna wersja Gelvety – nazwana Sport (nie mylić z rozwiniętym Zenitem) weszła do seryjnej produkcji później. Skupmy się jednak na samym Sporcie.

Produkowany przez GOMZ Sport cechował się tym, że wykonywał zdjęcia na kinematograficznym filmie 35 mm, który — co ciekawe - potrafił utrwalić do 50 zdjęć. Aparatu nie dało się za to w żaden sposób rozbudować — nie było wówczas jeszcze pryzmatu. Obraz z obiektywu, który padał na ruchome lustro, odbijał się na matówce i dokładnie taki, odwrócony obraz oglądało się w małej lupie na górze korpusu.

Oprócz wizjera lustrzanego aparat miał także zwykły wziernik celownikowy. Sport wyposażony był w metalową migawkę szczelinową o przebiegu pionowym. Oferowała ona czasy w zakresie od 1/25 do 1/500 s, a jej naciąg sprzężony był z przesuwem filmu. Aparat sprzedawano z obiektywem Industar-10 3,5/50. Do końca produkcji w 1941 roku powstało prawie 20 tys. egzemplarzy Sporta. Obecnie jest to poszukiwany okaz kolekcjonerski.

Sport - jedna z pierwszych lustrzanek małoobrazkowych / Fot. Jan von Erpecom / Wikimedia CC

Zobacz również: Fotoblogia.pl - największy blog o fotografii w Polsce

Horizont – panorama za jednym „zamachem”

Horizon to do dziś jedna z ciekawszych i najbardziej charakterystycznych radzieckich konstrukcji. Aparat wciąż jest produkowany przez KMZ.

Historia tego urządzenia sięga 1948 roku, kiedy to E.V.Soloviev zaprojektował prototyp aparatu nazwany FT-1. Wyróżniał się on obracającym się obiektywem, który umożliwiał zarejestrowanie 120 stopni kąta widzenia na zwykłym filmie małoobrazkowym.

Rozmiar klatki wynosił przez to 24 x 110mm, czyli — jak można łatwo policzyć — łącznie na filmie 36 klatkowym dało się zmieścić ok. 12 panoramicznych zdjęć. Aparat oferował jeden czas migawki – 1/50 s, oraz obiektyw Industar-22 3,5/50. Kolejnym prototypem był model FT-3 powstały w 1952 roku. Miał on więcej czasów ekspozycji – od 1/25 do 1/150 s, a także pozwalał na zamocowanie w stopce wizjera panoramicznego.

Historia radzieckich aparatów małoobrazkowych cz. 2. — Zorki

Sukces tych dalmierzy sprawił, że format małoobrazkowy rozpowszechnił się na cały Związek Radziecki. Ale dlaczego ograniczać się tylko do rynku rodzimego? Z tego powodu powstała druga, podobna marka aparatów fotograficznych, tym razem przeznaczona w szerokiej skali na eksport. Markę tę nazwano Zorki.

Dopiero w 1957 roku powstała produkcyjna wersja FT-2. Był to pierwszy radziecki masowo produkowany (niecałe 17 tys. sztuk) aparat panoramiczny. Od prototypu różnił się zakrytym obiektywem, którego osłona poruszała się równo z nim, i poziomą, bębnową kurtyną migawki. Taka konstrukcja umożliwiła uzyskanie trzech czasów ekspozycji: 1/100, 1/200 oraz 1/400 s.

Nie zmienił się kąt widzenia obiektywu, za to film transportowany był z jednej kasetki do drugiej, dzięki czemu nie trzeba było go zwijać powrotnie. FT-2 wyposażony był w poziomicę, licznik klatek i wbudowany wizjer. Wyglądał podobnie do konstrukcji z przełomu XIX/XX w. i w efekcie w 1967 roku doczekał się następcy o nazwie Horizont.

Horizont / Fot. skagman / Flickr CC

Horizont był znacznie bardziej poręczny i wreszcie nie przypominał z wyglądu pudełka. Oferował też bardziej użyteczne czasy (od 1/30 do 1/250 s) i miał zdejmowany wizjer panoramiczny z  wbudowanym lustrem — gdy patrzyło się przez niego, widać było również poziomicę. Dzięki zastosowaniu szerszego obiektywu – 2,8/28 mm, zmniejszono rozmiar klatki do 24 x 58 mm, nie zmieniając przy tym kąta widzenia obiektywu 120 stopni. Podwoiło to liczbę możliwych ekspozycji.

Z aparatu korzystało się tak jak z każdego innego: był zwykły naciąg z licznikiem klatek, spust i pokrętło nastaw czasów ekspozycji. Urządzenie wytwarzano do 1973 roku, powstało 50 tys. sztuk tego modelu. Około 1989 roku wyprodukowano następcę o nazwie Horizon-202, który oferował dodatkowo wolniejsze czasy – od ½ s, był lżejszy (korpus wykonano z plastiku), miał reporterski naciąg migawki oraz wbudowany wizjer.

Na jego podstawie powstały wersje średnioformatowe oraz kolejne modele, takie jak S3, które do dziś są produkowane. Do tego czasu aparat doczekał się już niemieckiej konkurencji — modelu Noblex.

Leningrad – 3 klatki na sekundę

Leningrad – najbardziej innowacyjny, najlepiej wykonany, wówczas najdroższy radziecki dalmierz. Istnieje wiele określeń na ten aparat z dopiskiem "naj-". Czemu Leningrad zawdzięcza taką renomę? Przede wszystkim był wyposażony w sprężynową migawkę. Ten niespotykany typ migawki umożliwiał wykonanie do 20 zdjęć za jednym jej naciągnięciem.

Wszystko zależało od tego, ile obrotów wykonało się pokrętłem naciągu. Im więcej, tym więcej zdjęć można było z niego wycisnąć. Co w tym wszystkim najciekawsze, każde naciśnięcie spustu nie tylko wyzwalało migawkę, ale także automatycznie przesuwało film do następnej klatki. Świetne rozwiązanie, które przy wprawie w szybkości naciskania spustu umożliwiało wykonanie do 3 klatek na sekundę — i to wszystko bez elektroniki!

Leningrad / © Rafał Miętka

W dodatku nie wpłynęło ono na pogorszenie innych parametrów aparatu. Migawka umożliwiła działanie dziesięciu (+czas B) czasów migawki w zakresie od 1 s do aż 1/1000 s, czyli tak jak w najlepszych konstrukcjach tamtych lat. Aparat wyposażono także w samowyzwalacz, licznik klatek oraz — co ciekawe — w możliwość zmiany opóźnienia działania złącza synchronizacyjnego w zakresie od 0 do 20 ms, czyli w zależności od lampy błyskowej.

Powód był taki, że lampy spaleniowe różnej konstrukcji błyskały z większym opóźnieniem niż palnikowe. Kolejnym dowodem na to, że aparat był "naj", jest jego wizjer. Nie dość, że ogromny i ze sporą plamką dalmierza, to jeszcze z podziałką wyznaczającą granice kadru dla czterech ogniskowych obiektywu: 35, 50, 85 oraz 135 mm.

Historia radzieckich aparatów małoobrazkowych cz. 3. — Zenit

Nawet dziś, w erze cyfrowej, niemal każdy kojarzy markę Zenit. Do tych aparatów często wracają początkujący fotografowie. Chęć poznania, jak fotografowano kiedyś, cała magia filmów analogowych, a także cena i dostępność sprawnych Zenitów zachęcają do zainteresowania się marką. Wystarczy tylko przejść się po dowolnej giełdzie staroci i już po chwili za bezcen można nabyć pełnosprawny aparat. Czemu Zenit zawdzięcza taką […]

Leningrad został wykonany z taką dbałością o szczegóły, że nawet sposób otwierania jego dolnej klapki jest bardzo bezpieczny – nie da się otworzyć jej przypadkiem, ponieważ zabezpieczono ją podwójnie. Co więcej, jeśli do aparatu zamocuje się jakiś cięższy obiektyw, obok gniazda statywowego znajduje się ramię, które można ustawić tak, by dodatkowo stabilizowało stojący aparat. By dopełnić całości, Leningrada wyposażono w gwint M39, do którego pasują obiektywy marek: Leica, Zorki czy FED. W standardzie znajdował się dobry obiektyw Jupiter-8 2/50, a także jeszcze lepszy Jupiter-3 1,5/50.

Leningrad / © Rafał Miętka

Aparat produkowano w GOMZ (późniejsze LOMO) w latach 1956–1966. Łącznie powstało 76 tys. sztuk modelu, co jest dobrym osiągnięciem jak na tak drogą konstrukcję. Wiele z nich trafiło jako prezenty do rąk członków różnych partii oraz wszelkiego rodzaju dygnitarzy, a specjalnie zmodyfikowane Leningrady były używane w sowieckim programie kosmicznym. W 1958 roku na światowej ekspozycji w Brukseli aparat wygrał Grand Prix de Bruxelles i wcale się nie dziwię tym wszystkim wyróżnieniom…

Leningrad / © Rafał Miętka

Lomo 135VS – szybka Smena

Z powodu sukcesu, jaki odniósł Leningrad, w 1975 do produkcji trafił nowy model opierający się na tej samej zasadzie – migawce sprężynowej. Tym razem nie był to jednak aparat wysokiej klasy, tylko tańsza konstrukcja, nieznacznie przewyższająca jakością ówczesne Smeny. Nie zastosowano już drogiej w produkcji i podatnej na uszkodzenia migawki kurtynowej, ale zwykłą, listkową migawkę centralną.

Znajdowała się zaraz za obiektywem, który wyglądał niemal tak samo jak ten w Smenie Symbol. Nawet czasy zmieniało się podobnym pokrętłem — patrząc na ikonograficzne („chmurkowe”) znaczniki. Ich zakres również był identyczny – od 1/15 do 1/250 s. Główną różnicę stanowił naciąg sprężynowy, który za jednym pełnym naciągnięciem umożliwiał wykonanie do 8 zdjęć przy maksymalnie 3 klatkach na sekundę.

Historia radzieckich aparatów małoobrazkowych cz. 4. — Smena

W poprzednim artykule pisałem o Zenicie, który w Polsce stał się wyjątkowo popularny. Istnieje jednak jeszcze popularniejszy radziecki aparat małoobrazkowy, tak popularny, że trafił do Księgi rekordów Guinnessa. Rozpoczął ponadto tzw. lomografię – nurt liczący dziś pół miliona fanów, którzy wykorzystując swoje plastikowe, wręcz tandetne aparaty, neguje niemal każde zasady fotografii. Co to za sprzęt? Przedstawiam Smenę – najpopularniejszy aparat świata.

Wynik może i gorszy od poprzednika, za to Lomo 135VS nie miał dwóch podstawowych wad Leningrada. Zniwelowano brak przerw między klatkami, co w poprzedniku uniemożliwiało późniejsze wywoływanie filmu w procesie automatycznym, a migawka aparatu dzięki zastosowaniu słabszej sprężyny i prostszej konstrukcji była mniej podatna na uszkodzenia.

Lomo 135, podobnie jak Smenę Symbol, wyposażono w gorącą stopkę (co nietypowe, u dołu korpusu) i samozerujący się licznik klatek, jednak w odróżnieniu od niej aparat miał zdecydowanie lepszy i ostrzejszy obiektyw – Industar-73 2,8/40, także lepszy wizjer ze znacznikami granic kadru, paralaksy, ikonograficznym pokazywaniem ostrości oraz dodatkowy, prosty kalkulator ekspozycji w pokrętle naciągu. W 1980 roku aparat doczekał się następcy — modelu 135M, który różnił się dodatkowym wskaźnikiem głębi ostrości dla danej przysłony.

Lomo 135 M / Fot. _boris / Flickr CC

Aparat z racji niższej ceny sprzedawał się lepiej niż Leningrad. Powstało 86 sztuk modelu VS(BC), modelu M wytworzono do końca produkcji (1985 rok) 90 tys. egzemplarzy.

F-21 – w marynarce szpiega KGB

F-21 – aparat od samego początku projektowany tak, by był lekki i na tyle mały, żeby dało się go wszędzie ukryć. Dlaczego ukryć? Dlatego, że była to konstrukcja skierowana wyłącznie do służb KGB (Komitet Bezpieczeństwa Państwowego), służąca do przeprowadzania dokumentacji fotograficznej z tajnych misji szpiegowskich.

Wyzwalacz, a nad nim guzik z ukrytym obiektywem F-21

F-21 oprócz wyjątkowo niewielkich wymiarów (77 x 53 x 40 mm), lekkości (174 g) i sporej wytrzymałości (pracował w temperaturach od -20 do 55°C) miał migawkę sprężynową potrafiącą zrobić do 20 zdjęć za pełnym jej naciągnięciem. Naciąg był sprzężony z przesuwem filmu, dzięki czemu szpieg korzystający z aparatu nie musiał wykonywać podejrzanych czynności, gdy aparat ukryty był w niepozornym miejscu.

Gabaryty pozwalały na ukrycie urządzenia w torebkach, radiach, zamkniętych futerałach, a nawet kamerach. Polskim akcentem była obudowa szpiegowska — nasz rodzimy Start pierwszej generacji, w którym na tyle zamiast szkiełka podglądu filmu znajdował się obiektyw F-21. Najciekawszym i najbardziej popularnym sposobem ukrycia aparatu było jednak wkręcenie na obiektyw imitacji guzika (od ubrania) oraz przymocowanie specjalnej obudowy korpusu wyposażonej w wyzwalacz z możliwością zmiany przysłony. Dzięki temu aparat dało się schować w marynarce, a jego wyzwalacz w kieszeni.

F-21 / Fot. Coleccionando Camaras / Flickr CC

F-21 wyposażony był w obiektyw fixfocus z bardzo dobrej jakości szkła o przysłonie F/2,8 (występowały także wersje z F/2) oraz ogniskowej 28 mm, po to by możliwe było uzyskiwanie dobrej jakości odbitek sfotografowanych często w ciemnych pomieszczeniach. Aparat oferował czasy ekspozycji 1/100, 1/30, 1/10 oraz B i wykonywał zdjęcia na nietypowych filmach 21 mm — stąd zapewne jego nazwa.

F-21 dawał rozmiar klatki 18 x 24 mm, czyli połówkę klatki małoobrazkowej. Nie był to film łatwo dostępny, mimo to dało się go dociąć ze zwykłych filmów 35 mm za pomocą specjalnych narzędzi. Prace nad tego typu aparatem zaczęto w 1945 roku. Wtedy powstały prototypy Ajax 8, Ajax 11, produkcję seryjną F-21 rozpoczęto w 1951 roku i trwała ona aż do połowy lat 90.

W ciągu tych lat powstało sporo odmian F-21, np. Neozit, który miał napęd elektryczny. Ciekawe jest to, że w 1989 roku F-21 wprowadzono do sprzedaży cywilnej pod nazwą Zenit-MF-1. Nie wiadomo, ile łącznie wyprodukowano egzemplarzy wszystkich odmian aparatu. Nie da się tego odczytać z numeru seryjnego, bo wszystko było specjalnie szyfrowane. Wiadomo jednak, że do dziś nie przetrwało zbyt wiele egzemplarzy — ze względu na poufność po upadku Związku Radzieckiego większość z nich została zniszczona.

Historia radzieckich aparatów małoobrazkowych cz. 5. — Kiev

Historia powstania marki Kiev jest kontrowersyjna. Pewnie dlatego, że nie zaczyna się na terenach byłego ZSRR, ale w… Niemczech. Przypomina historię marki FED, którą opisywałem w pierwszym artykule z tego cyklu, jednak w tym przypadku wszystko odbyło się całkowicie legalnie.

Jak widać, w ZSRR produkowano także takie aparaty, które swoimi rozwiązaniami zawstydzały konstrukcje z innych krajów. Nie było ich jednak zbyt wiele – pięć najlepszych właśnie poznaliście. Kolejny artykuł będzie poświęcony popularniejszym konstrukcjom, które można spotkać do tej pory. Będzie to już ostatni tekst z cyklu o radzieckich aparatach małoobrazkowych.

__________

Rafał Miętka Rafał Miętka — jestem pasjonatem fotografii w szerokim tego słowa znaczeniu. Uwielbiam rejestrować wyjątkowe chwile w życiu człowieka, odnajdywać piękno w każdym z nas i we wszystkim, co mnie otacza. Kolekcjonuję dawny sprzęt fotograficzny, nie pozwalając, by został zapomniany. Oprócz tego interesuję się grafiką i muzyką, ciągle ucząc się w każdej z tych dziedzin. Moje prace można obejrzeć na: www.portretowo.blogspot.com.

Zobacz więcej artykułów z serii: Historia radzieckich aparatów małoobrazkowych

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Przeglądy:

Nudna Ameryka na nienudnych zdjęciach Jacka Foty [wywiad] 10 cytatów fotograficznych, które powinniście znać Najdroższe i największe obiektywy pokazane na targach Photokina 2014 Podnosząca się z gruzów stolica na zdjęciach z albumu "Warszawa lata 40." "Małe Nemo", czyli niemowlaki sfotografowane pod wodą Photoshopowe wpadki miesiąca - wakacje 2014 Sesja dla Disney'a i Annie Leibovitz podczas pracy Blogi modowe, na których zdjęcia zatrzymają Cię na dłużej "303 zdjęcia, które musisz znać" - recenzja albumu, którego nie ma Koken – darmowy system zarządzania treścią dla fotografów Filmy o fotoreportażu, dzięki którym inaczej spojrzysz na świat... JPEGmini – zmieniamy rozmiar zdjęć jednym kliknięciem Książki o fotografii, które warto przeczytać [cz.1] Photoshopowe wpadki miesiąca [styczeń] Fotoreporter David Guttenfelder opowiada o robieniu zdjęć smartfonem w Korei Północnej Fotografia (i Photoshop) w służbie propagandy 15 najchętniej czytanych tekstów w 2013 r. na Fotoblogii Photoshopowe wpadki miesiąca [grudzień] Photoshopowe wpadki miesiąca - listopad [galeria] Co warto czytać? Jesienny przegląd prasy fotograficznej Kreatywne techniki fotograficzne, które mogą zainspirować Google+ z wbudowanym Snapseedem Książki o fotografii, które warto przeczytać [część 2] Nowa i stara połówka Wielkiego Jabłka na jednym interaktywnym zdjęciu