Historia radzieckich aparatów małoobrazkowych [cz. 7]. Aparaty niedoceniane

© Rafał Miętka

© Rafał Miętka

W ostatnim artykule dotyczącym radzieckich aparatów małoobrazkowych pisałem o najciekawszych konstrukcjach. Teraz pora pokazać aparaty, które mimo swojej ogromnej popularności nie stały się obiektem kultu i wiele z nich zostało po prostu zapomniane. Często można natknąć się na nie na pchlich targach, niewyeksponowane, wrzucone do pudeł — tzw. reszty szmelcu. Warto pamiętać, że i nimi da się zrobić niesamowite zdjęcia, niekiedy lepsze jakościowo niż te z przereklamowanych Zenitów.

 

Wiosna (Весна)

Wiosna 2 / Fot. Alexander Komarov / Camerapedia

Mała, zgrabna konstrukcja, która — mimo że nie przypomina żadnego z prezentowanych przeze mnie aparatów — jest właściwie… Smieną M. Pod względem technicznym niczym się od niej nie różni. Migawka też ma czasy w zakresie 1/8–1/250, ten sam jest również obiektyw T-22 4,5/40. Różnicę stanowi nowocześniejszy, zgrabniejszy korpus, spust znajduje się na jego górze, tuż obok licznika klatek. Ponadto cechował go przesuw filmu, który odbywał się małym pokrętłem, niemalże zaszytym w korpusie. Powstała także odmiana Wiosna 2, która nie miała czasu 1/8 s, a jej obiektywem był Triplet-43 4/40. Pierwszy model produkowano w latach 1962–1964, a drugi 1964–1966. Łącznie powstało ok. 70 tys. sztuk obu modeli.

Historia radzieckich aparatów małoobrazkowych cz. 1. — FED

Radzieckich aparatów było sporo – produkowano zarówno ogromne miechowce,  Polaroidy, jak i zgrabne aparaty na błonę małoobrazkową. Chciałbym przybliżyć ostatnią grupę – historię tych aparatów, które miały niebagatelny wpływ na rozpowszechnienie się formatu 24 x 36 mm w krajach będących pod wpływem byłego Związku Radzieckiego, a więc i u nas, w Polsce.  W pierwszej kolejności przedstawiam markę, od której to wszystko się zaczęło.

 

Wschód (Восход)

Wschód / Fot. Andshel / Wikimedia CC

Kolejny przykład tego, że w ZSRR potrafili zrobić aparat, nie kopiując innych. Elegancka obudowa Wschodu kryła w sobie dobrej jakości jasny wizjer ze wskaźnikami: paralaksy, granic kadru oraz poprawnego naświetlenia, działający dzięki wbudowanemu światłomierzowi selenowemu. Aparat miał poza tym pamiętnik czułości filmu, licznik klatek, który odliczał, ile jeszcze zdjęć pozostało, migawkę centralną o czasach od 1 s do 1/250 s oraz dobrej jakości obiektyw Triplet-48 2,8/45. Ciekawym rozwiązaniem był naciąg sprzężony z przesuwem filmu, który odbywał się poprzez wajchę znajdującą się… na obiektywie. Aparat produkowało LOMO w latach 1964–1969; powstało 59 tys. sztuk.

Zobacz również: Fotoblogia.pl - największy blog o fotografii w Polsce

Wschód / Fot. Andshel / Wikimedia CC
Historia radzieckich aparatów małoobrazkowych cz. 2. — Zorki

Sukces tych dalmierzy sprawił, że format małoobrazkowy rozpowszechnił się na cały Związek Radziecki. Ale dlaczego ograniczać się tylko do rynku rodzimego? Z tego powodu powstała druga, podobna marka aparatów fotograficznych, tym razem przeznaczona w szerokiej skali na eksport. Markę tę nazwano Zorki.

 

Czajka (Чайка)

Seria prostych, dobrze wykonanych aparatów półklatkowych (18 x 24mm) produkowanych przez MMZ (później znane jako BeLOMO).

Czajka II / © Rafał Miętka

Nazwę nadano prawdopodobnie na cześć pierwszej kosmonautki Walentyny Władimirownej Tiereszkowej ("Czajka" to pseudonim kodowy całej operacji kosmicznej, w której kobieta wzięła udział).

Czajka II - komora filmu z widocznym formatem połówkowym klatki / © Rafał Miętka

Wszystkie Czajki były zgrabnymi kompaktami, wyposażonymi w przyzwoitą migawkę o pięciu czasach ekspozycji (1/30, 1/60, 1/125, 1/250, B) z gniazdem synchronizacyjnym, a także obiektywem Industar-69 2,8/28. Pierwszy model charakteryzował się "czystą" górą korpusu, ponieważ znajdowały się tam tylko dwa okienka – jedno od licznika klatek, drugie od czasu ekspozycji. Naciąg migawki sprzężony wraz z przesuwem filmu realizowała wajcha na tyle aparatu, a spust wyzwalania migawki znajdował się na przodzie.

Ostrość obiektywu ustawiało się tradycyjnie – kręcąc pierścieniem dookoła niego, a przysłonę zmieniało się tak samo jak w Smenach – na przodzie obiektywu. U dołu znajdowała się wajcha powrotnego zwijania kliszy, która w modelu drugim (Czajka 2) została zastąpiona zwykłym pokrętłem. Dwójka różniła się także tym, że zastosowano w niej wymienne obiektywy wkręcane za pomocą gwintu.

Większe zmiany wprowadziła dopiero Czajka 3 — zastosowanie w niej światłomierza wymusiło przeprojektowanie aparatu. Teraz na górnej płycie znajdował się wskaźnik i kalkulator ekspozycji, a naciąg migawki wraz z licznikiem klatek powędrował na dół korpusu. Produkowano także model bez światłomierza o oznaczeniu 2M. Produkcje poszczególnych aparatów datuje się na lata: 1 – 1965–1967, 2 — 1967–1972, 3 — 1971–1973, 2M — 1972–1974. Łącznie wyprodukowano niecałe 2,5 mln egzemplarzy Czajki.

Industar-69 - standardowy obiektyw Czajki to jeden z obiektywów potocznie zwanych dziś "naleśnikami" - tutaj w porównaniu z dekielkiem dzisiejszego obiektywu do aparatu APS-C / © Rafał Miętka
Historia radzieckich aparatów małoobrazkowych cz. 3. — Zenit

Nawet dziś, w erze cyfrowej, niemal każdy kojarzy markę Zenit. Do tych aparatów często wracają początkujący fotografowie. Chęć poznania, jak fotografowano kiedyś, cała magia filmów analogowych, a także cena i dostępność sprawnych Zenitów zachęcają do zainteresowania się marką. Wystarczy tylko przejść się po dowolnej giełdzie staroci i już po chwili za bezcen można nabyć pełnosprawny aparat. Czemu Zenit zawdzięcza taką […]

 

Sokół (Сокол)

Sokół Automat / © Rafał Miętka

Kiedy na świecie coraz większą popularność zdobywały japońskie aparaty automatyczne, LOMO postanowiło pokazać swoją odpowiedź na te małoobrazkowce. Tak w 1966 roku zaprezentowano masywny aparat o nazwie Sokół Automat. Charakteryzował się on automatyką przysłony za pomocą wbudowanego w obiektyw światłomierza. Pozwoliło to łatwiej wkroczyć amatorom do świata fotografii, a kiedy użytkownik nauczył się już wykorzystywać przysłonę, równie dobrze mógł ustawiać ją ręcznie.

Sokół Automat i jego tryb preselekcji przesłony / © Rafał Miętka

Nastawianie ostrości również było proste, ponieważ Sokoła wyposażono w dalmierz. Wart uwagi jest również jasny wizjer z wbudowanymi znacznikami granicy kadru, które wraz ze zmianą ostrości przesuwały się, by zniwelować efekt paralaksy. Aparat miał naciąg reporterski, samozerujący się licznik klatek (niestety, u dołu korpusu), dwa złącza synchronizacyjne (jedno dla lamp spaleniowych, drugie dla nowoczesnych palnikowych), obiektyw Industar-70 2,8/50 oraz migawkę z czasami ekspozycji w zakresie 1/30–1/500 s.

Model Automat produkowano do 1978 roku. Rok wcześniej pojawił się jego następca – Sokół 2, różniący się tylko gorącą stopką zamiast gniazd synchronizacyjnych. Dwójkę wytwarzano do 1987 roku. Istniała także krótkoseryjna, niskobudżetowa wersja aparatu o nazwie Lomo-130AL o tylko jednej celi światłomierza i braku uszek do paska.

Sokół Automat / © Rafał Miętka
Historia radzieckich aparatów małoobrazkowych cz. 4. — Smena

W poprzednim artykule pisałem o Zenicie, który w Polsce stał się wyjątkowo popularny. Istnieje jednak jeszcze popularniejszy radziecki aparat małoobrazkowy, tak popularny, że trafił do Księgi rekordów Guinnessa. Rozpoczął ponadto tzw. lomografię – nurt liczący dziś pół miliona fanów, którzy wykorzystując swoje plastikowe, wręcz tandetne aparaty, neguje niemal każde zasady fotografii. Co to za sprzęt? Przedstawiam Smenę – najpopularniejszy aparat świata.

 

Wilia (Вилия)

Wilia wraz z odmianą Auto / © Rafał Miętka

Aparat łudząco podobny do Smeny Symbol. Tak jak ona miał gorącą stopkę, naciąg reporterski o krótkim skoku, samozerujący się licznik klatek, pamiętnik czułości kliszy, spust z przodu aparatu oraz obiektyw o takich samych parametrach, czyli maksymalnym otworze przysłony f4 i ogniskowej 40 mm — Triplet 69–3. Czym zatem się wyróżniał? Przede wszystkim wizjerem.

Wizjer celownikowy Wilii był wyposażony w znaczniki granicy kadru oraz błędu paralaksy, pokazywał dobraną przysłonę, a ponadto był znacznie jaśniejszy. I w sumie na tym kończyła się przewaga aparatu, ponieważ jego licznik klatek znajdował się w niewygodnym miejscu – na dole. Ponadto migawka oferowała czasy od 1/30 do 1/250 s, podczas gdy Smena uzyskiwała dodatkowo jeszcze 1/15 s. Był zatem niezłą alternatywą dla Smeny.

Wilia wraz z odmianą Auto / © Rafał Miętka

Na bazie Wilii powstała także odmiana Auto z wbudowanym światłomierzem selenowym, automatycznie ustawiającym ekspozycje, a także odmiana Siluet Elektro (z maksymalnym czasem 1/8 s) czy też Orion EE i 2, które miały wbudowany światłomierz CdS. Wszystkie te odmiany Wilii produkowano w zakładach BeLOMO w latach 1973–1986 i powstało ich łącznie ok. 3 mln egzemplarzy.

Wilia wraz z odmianą Auto - niewygodna lokalizacja licznika klatek należała do wad tych aparatów / © Rafał Miętka

 

Lomo LC-A

Aparat legenda. Przyczynił się do powstania Lomography Society (Towarzystwa Lomograficznego). W 1991 roku został odkryty przez wiedeńskich studentów, którzy — zainspirowani słabą jakością obiektywu — zaczęli promować aparat.

Lomo LC-A+ / Fot. RedDogFever / Flickr CC

Model LC-A był wytwarzany od 1983 roku. Jak zwykle w ZSRR była to kopia – tym razem japońskiej Cosiny CX-2. W porównaniu z pierwowzorem brakowało mu samowyzwalacza, a do tego zmienił się sposób otwierania obiektywu/włączania aparatu – wykonywało się to małym drążkiem pod obiektywem, który jednocześnie służył za klapkę. W Cosinie zabieg ten wykonywano, obracając przednim członem aparatu.

Lomo LC-A obok oryginalnej Cosiny CX-2 / Fot. delta16v / Flickr CC

LC-A był aparatem z migawką listkową o całkowicie automatycznej ekspozycji – sam dobierał zarówno czas (w zakresie od 2 s do 1/500 s), jak i przysłonę (f2.8–16), tyle że tę drugą dało się nastawiać także manualnie. Wszystko dzięki wbudowanemu światłomierzowi CdS. Mimo tej automatyki wszystkie inne czynności, jak np. przewijanie filmu, wykonywało się ręcznie. U dołu korpusu dało się podpiąć winder, jednak nigdy on nie powstał.

Aparat wyposażono w dość szeroki obiektyw Minitar 1 2,8/32 mm, którego ostrość można było nastawiać tylko w czterech skokach: 3 m, 1,5 m oraz 0,8 m. Obiektyw ten zasłynął charakterystyczną nieostrością, sporą winietą oraz dystorsją, co przyciągnęło rzesze ludzi pragnących poznać ten nowy nurt w fotografii. Na początku lat 90. produkcję tego Lomo przerwano, jednak dzięki interwencji studentów w 1991 roku ją wznowiono.

W 2005 Lomo definitywnie zaprzestało produkcji tego modelu, ale po raz kolejny studenci uratowali markę i wkrótce jego produkcja ruszyła w Chinach jako LC-A+. Model + różni się dodaną możliwością wielokrotnej ekspozycji, przypięcia wężyka spustowego oraz zwiększonym zakresem czułości filmu, za to już bez możliwości manualnej zmiany przysłony. Mimo to legenda żyje i ma się dobrze, a charakterystyka zdjęć posłużyła jako źródło inspiracji dla aparatów pokroju Holgi.

Wizjer Lomo LC-A / Fot. Gernek / Wikimedia CC
Historia radzieckich aparatów małoobrazkowych cz. 5. — Kiev

Historia powstania marki Kiev jest kontrowersyjna. Pewnie dlatego, że nie zaczyna się na terenach byłego ZSRR, ale w… Niemczech. Przypomina historię marki FED, którą opisywałem w pierwszym artykule z tego cyklu, jednak w tym przypadku wszystko odbyło się całkowicie legalnie.

 

Elikon (Эликон)

Nowoczesny, plastikowy aparat, pochodzący z ery kompaktów, kiedy nie dbano o stylistykę, a aparaty coraz mniej się od siebie różniły, czyli z lat 80.

Elikon 35C / Fot. potomo / Flickr CC

Elikon wyposażony był w naciąg reporterski, światłomierz CdS automatycznie ustawiający parametry ekspozycji w zakresie 1/8–1/500 s, wizjer z granicami kadru i korekcją paralaksy, podnoszoną lampę błyskową wraz z wskaźnikiem jej użycia oraz obiektyw Industar-95 2,8/38.

Cała seria Elikon 35C to kopia japońskiej serii aparatów Konica C35. Jak widać, odwrócono tylko nazwę ;) Model Konica C35 AF był pierwszym na świecie seryjnie produkowanym aparatem wyposażonym w autofocus (produkcja od 1977). Z tego powodu powstał również taki sam Elikon o nazwie… Elikon Autofocus.

Oryginał - Konica C35 / Fot. Capt Kodak / Flickr CC

Zakłady BeLOMO produkowały jeszcze później następców 3 i 4, które w porównaniu z 35C miały gorszy obiektyw Minar 4/35, gorszą migawkę bez pomiaru światła, za to nowocześniejszą stylistykę. Oprócz tych generacji wytwarzano także całkowicie manualny model 535 oraz automatyczne 1, 2. Były to aparaty ze znacznie nowocześniejszymi rozwiązaniami.

Elikon Autofocus / Fot. Andshel / Wikimedia CC

Agat 18 (Агат-18)

Agat 18K / Fot. Hartacnut / Flickr CC

Ostatnim aparatem, który dziś prezentuję, jest Agat 18 — tani, plastikowy kompakt produkowany przez BeLOMO. Jest to bardzo lekka konstrukcja, wręcz zabawkowa, oferująca zdjęcia półklatkowe – 18 x 24 mm. Mimo bardzo słabej jakości wykonania Agat potrafi robić zdjęcia o zaskakująco dobrej ostrości jak na aparat tego typu. Zawdzięcza to obiektywowi Industar-104 2,8/28mm. Czasy, jakie można nim uzyskać, to 1/65–1/540 s. Nie są one jednak pokazane liczbowo na aparacie, a jedynie za pomocą ikon z pogodą. Agat doczekał się także ulepszonej technicznie konstrukcji – modelu 18K. Aparaty te wytwarzano w latach 1983–1991.

Agat 18 - wokół obiektywu dobierało się wszystkie parametry ekspozycji / Fot. Paulo JS Ferraz / Flickr CC

 

Historia radzieckich aparatów małoobrazkowych [cz. 6]. Najciekawsze konstrukcje

W poprzednich częściach cyklu prezentowałem główne radzieckie marki, takie jak Zenit czy Smena. Osiągnęły one niegdyś niesamowitą popularność i do dziś często się o nich słyszy. Warto jednak poznać także te aparaty, które nie doczekały się aż takiego rozgłosu, a szkoda, ponieważ były to wyjątkowe konstrukcje. Oto pięć najciekawszych.

I tym sposobem dotarłem do finału cyklu, w którym opisałem większość radzieckich aparatów małoobrazkowych. Następny artykuł będzie poświęcony aparatom również radzieckim, ale tym razem średnioformatowym, wspomnę także o wielkoformatowych. Nie było ich wiele, więc nie będzie to już tak długa seria jak ta. Zapraszam do lektury kolejnych moich cyklów.

__________

Rafał Miętka Rafał Miętka — jestem pasjonatem fotografii w szerokim tego słowa znaczeniu. Uwielbiam rejestrować wyjątkowe chwile w życiu człowieka, odnajdywać piękno w każdym z nas i we wszystkim, co mnie otacza. Kolekcjonuję dawny sprzęt fotograficzny, nie pozwalając, by został zapomniany. Oprócz tego interesuję się grafiką i muzyką, ciągle ucząc się w każdej z tych dziedzin. Moje prace można obejrzeć na: www.portretowo.blogspot.com.

Zobacz więcej artykułów z serii: Historia radzieckich aparatów małoobrazkowych

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Przeglądy:

Nudna Ameryka na nienudnych zdjęciach Jacka Foty [wywiad] 10 cytatów fotograficznych, które powinniście znać Najdroższe i największe obiektywy pokazane na targach Photokina 2014 Podnosząca się z gruzów stolica na zdjęciach z albumu "Warszawa lata 40." "Małe Nemo", czyli niemowlaki sfotografowane pod wodą Photoshopowe wpadki miesiąca - wakacje 2014 Sesja dla Disney'a i Annie Leibovitz podczas pracy Blogi modowe, na których zdjęcia zatrzymają Cię na dłużej "303 zdjęcia, które musisz znać" - recenzja albumu, którego nie ma Koken – darmowy system zarządzania treścią dla fotografów Filmy o fotoreportażu, dzięki którym inaczej spojrzysz na świat... JPEGmini – zmieniamy rozmiar zdjęć jednym kliknięciem Książki o fotografii, które warto przeczytać [cz.1] Photoshopowe wpadki miesiąca [styczeń] Fotoreporter David Guttenfelder opowiada o robieniu zdjęć smartfonem w Korei Północnej Fotografia (i Photoshop) w służbie propagandy 15 najchętniej czytanych tekstów w 2013 r. na Fotoblogii Photoshopowe wpadki miesiąca [grudzień] Photoshopowe wpadki miesiąca - listopad [galeria] Co warto czytać? Jesienny przegląd prasy fotograficznej Kreatywne techniki fotograficzne, które mogą zainspirować Google+ z wbudowanym Snapseedem Książki o fotografii, które warto przeczytać [część 2] Nowa i stara połówka Wielkiego Jabłka na jednym interaktywnym zdjęciu