Radzieckie aparaty średnioformatowe [cz. 2/2]

Kiev 88 / © Rafał Miętka

Kiev 88 / © Rafał Miętka

Fotokor, czyli 'dziennikarz', Moment, który był kopią Polaroida, czy zaawansowany, modułowy Kiev. W drugiej części tekstu o radzieckich aparatach średnioformatowych skupiam się na drogich, potężnych urządzeniach, które najlepiej sprawdzały się w rękach profesjonalistów. Dlaczego warto się nimi zainteresować po tylu latach?

Radzieckie aparaty średnioformatowe [cz. ½]

Po długiej serii radzieckich aparatów małoobrazkowych przyszła kolej na modele większego formatu – głównie średnioformatowce. Takich konstrukcji w ZSRR nie było wiele, a mimo to do dziś są znane i bardzo chętnie używane przez fotografów, zarówno początkujących, jak i tych ze sporym doświadczeniem.

Jednym z najwcześniejszych masowo produkowanych aparatów adresowanych do zaawansowanych był wielkoformatowy:

Fotokor (Фотокор)

Już sama nazwa aparatu wskazuje, że był on przeznaczony dla ludzi żyjących z fotografii, słowo "Fotokor" oznacza bowiem 'dziennikarza'.

Była to jedna z pierwszych radzieckich konstrukcji fotograficznych wytwarzanych na taką skalę. Produkcja pierwszej generacji Fotokora datowana była na lata 1930–1941. Był to typowy dla ówczesnych lat miechowiec, dający format klatki 9 x 12 cm. Rejestrował zdjęcia na błonach ciętych, które w warunkach ciemniowych umieszczało się w specjalnych kasetkach. Kasetki miały osłony przed naświetleniem, co umożliwiało ich wymianę w świetle dziennym.

Im więcej takich kasetek fotograf przygotował, tym więcej zdjęć można było wykonać. Oczywiście zmniejszało to mobilność fotografa, ponieważ metalowe kasetki w większej liczbie trochę jednak ważyły. Zaletą takiego rozwiązania była za to możliwość zamontowania zamiast kasetki matówki z osłoną, co pozwalało na kadrowanie ujęcia z podglądem (niestety odwróconym do góry nogami). Dawało to pogląd na to, jak zdjęcie będzie wyglądać.

Oczywiście oprócz tego aparat miał celownik sportowy oraz lustrzany, tak więc możliwości kadrowania było sporo. Technicznie całość mechanizmów znajdowała się z przodu, w migawce centralnej. Fotokory oferowano z migawkami Compur (i jego kopią Temp) oraz Vario (i jego kopią GOMZ). Najlepsze z nich, czyli Compur/Temp, oferowały czasy od 1 s do 1/250 s + B i T. Model sprzedawano z obiektywem GOMZ Ortagoz lub Industar-2, oba o świetle 4,5 i ogniskowej 135 mm. Ich ostrość ustawiało się, regulując pokrętłem wyciąg miecha. Aparat sprzedawał się doskonale, więc fabryki GOMZ opuściło aż 1,3 miliona sztuk Fotokorów.

Zobacz również: Fujifilm GFX 50S - pierwsze wrażenia z Kolonii

Moment (Момент)

Moment / www.sovietcams.com

W latach 50. aparaty błyskawiczne firmy Polaroid cieszyły się niebywałą popularnością. Związek Radziecki również chciał skosztować magii tego typu zdjęć. Niestety, Polaroid nie sprzedawał oficjalnie swoich wyrobów na ten rynek. Z tego powodu w 1952 roku GOMZ spróbował swoich sił, tworząc radziecki odpowiednik Polaroida Land Model 95 – aparat Moment.

Korpus był niemal taki sam jak w amerykańskim odpowiedniku – charakterystyczne brązowe okładziny, kształt, filmy zwojowe polaroid typ 40 o rozmiarze klatki 80 x 105 i celownik sportowy. Różnice były widoczne dopiero po otworzeniu klapki i rozsunięciu miecha. Miech rozsuwało się ręcznie po szynach, po czym oczom ukazywała się normalna migawka centralna z czasami w zakresie 1/10–1/200 s + B oraz obiektyw T-26 6,3/130mm.

Ostrość ustawiało się specjalną wajchą, a oprócz zwykłego celownika sportowego Moment wyposażono także w celownik lustrzany, jak w dawnych miechowcach. Aparat okazał się niewypałem… nie dość, że był bardzo drogi, to jeszcze zdobycie do niego filmu na terenach ZSRR graniczyło z cudem. Do końca produkcji w 1954 roku powstało tylko 9 tys. sztuk aparatu Moment.

Historia radzieckich aparatów małoobrazkowych cz. 2. — Zorki

Sukces tych dalmierzy sprawił, że format małoobrazkowy rozpowszechnił się na cały Związek Radziecki. Ale dlaczego ograniczać się tylko do rynku rodzimego? Z tego powodu powstała druga, podobna marka aparatów fotograficznych, tym razem przeznaczona w szerokiej skali na eksport. Markę tę nazwano Zorki.

Iskra (Искра)

Iskra / Fot. Chet4 / Flickr CC

Najlepszy radziecki mieszkowiec, jaki kiedykolwiek powstał. Jego twórcy inspirowali się Agfą Super Isolette. Iskra nie była jednak jej kopią – przemodelowano górę aparatu, migawka Synchro-Compur RMX/RMXV wraz z bardzo dobrej jakości obiektywem Solinar 3,5/75 zostały zaś całkowicie skopiowane. Dzięki temu obiektywowi (tu nazwanemu tradycyjnie Industar-58) aparat miał bardzo dobre własności optyczne.

Tak samo z migawką, która zapewniała najlepsze spośród radzieckich mieszkowców czasy – od 1 s do 1/500 s + B — i miała samowyzwalacz. Co ciekawe, w migawce nastaw przysłony obracał się razem z czasami ekspozycji, tak aby można było się sugerować skalą EV. Zdecydowanie ułatwiało to fotografowanie, ale dało się także nastawić oba parametrów oddzielnie. Ostrość nastawiało się łatwo – suwakiem za migawką, sugerując się wbudowanym dalmierzem optycznym.

Licznik klatek był automatyczny, więc zrezygnowano ze staromodnego czerwonego okienka do podglądu numeru klatki. Iskra robiła zdjęcia w formacie 6 x 6 i zabezpieczała klatkę przed przypadkowym, podwójnym naświetleniem. Była wytwarzana od 1959 do 1963 roku, więc jej produkcja ruszyła wkrótce po Moskwie, uzupełniając tym samym ofertę KMZ. Powstało niecałe 39 tys. sztuk tych aparatów.

Iskra 2 / Fot. mr. Wood / Flickr CC

W 1961 roku Iskra doczekała się drugiej generacji. Od pierwszej różniła się ona tylko dodanym światłomierzem selenowym, który jeszcze bardziej ułatwiał pracę z aparatem. Niestety, do końca produkcji Iskry 2 w 1964 roku powstało tylko 6 tys. egzemplarzy.

 

Salut (Салют) / Kiev (Киев) 88

Salut to lustrzanka będąca ukłonem w stronę zawodowych fotografów. Jest to jak zwykle kopia, ale nie niemieckiego aparatu, tylko szwedzkiego pierwszego cywilnego Hasselblada – modelu 1600F.

Kiev 88 / © Rafał Miętka

Salut miał budowę modułową, tzn. główne elementy dało się rozdzielać i wymieniać na inne. Całość składała się z korpusu o kształcie sześcianu, obiektywu z mocowaniem bagnetowym, wizjera oraz kasety na kliszę. O każdym z tych elementów warto napisać osobno.

Korpus aparatu miał początkowo czasy od ½ s do 1/1500(!) s + B wraz z samowyzwalaczem, z czasem jednak zrezygnowano z najszybszego czasu i wydłużono go do 1/1000 s.  Co ciekawe, migawka kurtynowa nie była wykonana z materiału takiego jak w większości aparatów; zrobiono ją z metalicznych kurtyn, których dźwięk często przypomina zgniatanie aluminiowej puszki ;)

Naciąg regulowało się pokrętłem na boku aparatu — tu także ustawiało się czasy ekspozycji. Po drugiej stronie korpusu znajdowało się gniazdo synchronizacyjne dla żarówek błyskowych (M) lub nowoczesnych lamp palnikowych (X). U góry ulokowano wymienną matówkę, a u dołu aż dwa gniazda statywowe. Z tyłu oczywiście kurtyny, z przodu mocowanie bagnetowe Hasselblada z przyciskiem do odbezpieczania obiektywu oraz po drugiej stronie spustem.

Aparat oferowano ze standardowym obiektywem Industar-29 2,8/80. Im dłużej Salut był dostępny na rynku, tym więcej powstawało do niego radzieckich obiektywów – od ogromnych i bardzo ciężkich tele, po szerokokątne rybie oko, a oprócz tego różne telekonwertery i akcesoria.

Budowa modułowa aparatu Kiev 88 / © Rafał Miętka

Również wizjery były wymienne – początkowo oferowano tylko komin, będący jedynie osłoną matówki przed słońcem, z czasem pojawiły się pryzmaty, a wszystko to wymieniało się, wsuwając zwyczajnie w korpus. Całość blokowana była kasetą (zazwyczaj formatu 6×6). I właśnie kasety były najciekawszym rozwiązaniem… Jeśli fotograf dysponował kilkoma, to mógł do każdej z nich założyć inny film, by móc w trakcie sesji wymieniać je w zależności od potrzeb.

Przykładowo, jeśli fotografował w plenerze i zaczynało się robić za ciemno, zakładał kasetę z filmem o większej czułości, by na następny dzień dokończyć zdjęcia z pierwszej z nich. Jak to działało? Każda kaseta miała osłonę, tzw. szyberek, który chronił klatkę przed naświetleniem przy jej zdejmowaniu. Zdejmowanie to było możliwe tylko wtedy, gdy szyberek był założony do końca, dzięki czemu nie zdarzały się przypadkowe prześwietlenia filmu.

Z drugiej strony dopiero gdy szyberek był wyjęty, możliwe było wyzwolenie migawki – sprytne i użyteczne. W kasetach tych mieścił się ponadto licznik klatek, który synchronizował się z korpusem, a niepewni takich rozwiązań mogli kontrolować klatkę przez okienko za pamiętnikiem czułości filmu.

Historia radzieckich aparatów małoobrazkowych cz. 4. — Smena

W poprzednim artykule pisałem o Zenicie, który w Polsce stał się wyjątkowo popularny. Istnieje jednak jeszcze popularniejszy radziecki aparat małoobrazkowy, tak popularny, że trafił do Księgi rekordów Guinnessa. Rozpoczął ponadto tzw. lomografię – nurt liczący dziś pół miliona fanów, którzy wykorzystując swoje plastikowe, wręcz tandetne aparaty, neguje niemal każde zasady fotografii. Co to za sprzęt? Przedstawiam Smenę – najpopularniejszy aparat świata.

Aparat już w standardowym zestawie był bardzo ciężki i drogi. Kosztował 400 rubli, czyli równowartość 6 średnich pensji. Saluta produkowano w latach 1957–1972, powstało około 50 tys. sztuk tego aparaty. Eksportowany był także za granicę pod nazwami Zenith-80 czy Revue 6×6.

W 1972 roku doczekał się następcy nazwanego Salut C (czyli S – od synchronizacji). Od poprzednika różnił się tym, że wyposażono go dodatkowo w popychacz przysłony, dzięki czemu mógł być przystosowany do nowszych obiektywów automatycznych. Po naciągnięciu migawki przysłona otwierała się do pełnego otworu z możliwością podglądu i automatycznie zawężała do wybranej wartości po naciśnięciu spustu, czyli podobnie jak w dzisiejszych lustrzankach. Odmianę C produkowano do 1980 roku, powstało około 30 tys. tych aparatów. Eksportowano je także za granicę pod nazwą Kiev 80.

Kadrowanie w aparacie Kiev 88 przy użyciu standardowego kominka / © Rafał Miętka

Na tym jednak historia aparatu się nie kończy. W 1984 roku wyprodukowano pierwsze pryzmaty TTL dla tych modeli. W związku z tym postanowiono unowocześnić konstrukcję; nadano jej świeżą nazwę – Kiev 88, a na korpusie zamontowano gorącą stopkę.

Dość niedawno (w 1999 roku) Kiev 88 doczekał się wymiany mocowania bagnetowego na mocowanie typu Pentacon Six, w którym dostępna jest świetna optyka m.in. Carl Zeiss. Wymieniono też pokrętło naciągu na takie z korbką, odsunięto spust bardziej na bok, by był łatwiej dostępny. Technicznie zaś metaliczne kurtyny wymieniono na materiałowe, dzięki czemu aparat stał się zdecydowanie cichszy.

Zmieniono kasety — podgląd klatki przez okienko nie był już możliwy, dało się natomiast podwójnie naświetlić tę samą klatkę. Do grupy akcesoriów dodano nowocześniejszy pryzmat z pomiarem punktowym, a w starym wymieniono typ baterii. Taką odmianę nazwano CM.

Historia radzieckich aparatów małoobrazkowych cz. 5. — Kiev

Historia powstania marki Kiev jest kontrowersyjna. Pewnie dlatego, że nie zaczyna się na terenach byłego ZSRR, ale w… Niemczech. Przypomina historię marki FED, którą opisywałem w pierwszym artykule z tego cyklu, jednak w tym przypadku wszystko odbyło się całkowicie legalnie.

Czy na tym historia sprzętu się kończy? Otóż nie… trwa nadal - aparat jest wciąż produkowany. Nosi jednak inną nazwę, Arax CM, i od Kieva CM różni się brakiem elementów chromowanych. Zastąpiono je malowanymi na czarno. Jest także wersja z tzw. Mirror Lock-Up, która pozwala na podnoszenie i opuszczanie lustra w dowolnym momencie.

Około 1983 roku produkowano także aparat Kiev 90. Czym różnił się od prezentowanych dotychczas konstrukcji? Praktycznie wszystkim… nowy design nienawiązujący w żaden sposób do Hasselblada, format 6 x 4,5 i migawka sterowana elektronicznie z trybem półautomatycznym, priorytetu przysłony i manualnym. Niestety była to produkcja krótkoseryjna, powstało tylko 2 tys. sztuk tego aparatu.

Arax 88 / Fot. alsand / Flickr CC

 

Kiev 6c/60

Kiev 60 / © Rafał Miętka

Podczas produkcji Kieva 88 zakłady Arsenal postanowiły opracować odpowiednik niemieckiego Pentacon Sixa. Z założenia miał to być średnioformatowy aparat o wymiarze klatki 6 x 6, tak poręczny jak typowy małoobrazkowiec. Wzorując się na niemieckim aparacie, stworzono model o nazwie 6C(S). Nie była to kopia Sixa, urządzenie miało bowiem zdecydowanie inny design, wprowadzono też zmiany techniczne. Najważniejszy element jednak pozostał; mowa o mocowaniu Psix. Dzięki niemu możliwe było używanie świetnych szkieł marki Carl Zeiss zamiast obiektywów radzieckich również dostępnych pod to mocowanie (np. standardowa Vega-12B 2,8/90 lub Wołna-3 2,8/80).

Kiev 60 obok Pentacon Sixa TL / © Rafał Miętka

Aparat wyposażony był w materiałową migawkę kurtynową o czasach w zakresie ½-1/1000 s + B, niestety bez samowyzwalacza. Naciąg regulowało się wajchą, co było bardzo wygodnym rozwiązaniem. Co ciekawe, spust znajdował się po lewej stronie aparatu. Niewątpliwie do zalet 6C można zaliczyć wsparcie nie tylko dla filmów typu 120, ale także 220. Wyposażenie obejmowało samozerujący się po otwarciu klapki licznik klatek, suwak podglądu głębi ostrości, gniazdo synchronizacyjne, matówkę z soczewką fresnela, mocowanie dla akcesoriów typu sanki do lampy błyskowej. Co bardzo ważne, była też możliwość wymiany standardowego kominka na pryzmat.

Około 1984 roku do Kieva 6c zaczęto oferować także pryzmat z pomiarem TTL. Wraz z nim zmieniono nazwę aparatu na Kiev 60. Podobnie jak model 88 jest wciąż produkowany. Dziś występuje pod nazwą Arax 60 dla formatu 6 x 6 oraz Arax 645 dla formatu 6 x 4,5. Do obu modeli dodano funkcję Mirror Lock-Up, cały aparat lakierowany jest na kolor czarny (to różnice w stosunku do poprzednika).

Kiev 60 przyrównany do małoobrazkowego Kieva - jak widać gabaryty aparatu były dość pokaźne / © Rafał Miętka

W historii radzieckich aparatów działo się bardzo dużo. Świadczy o tym liczba modeli, które były produkowane w czasach analogowych. Począwszy od niskobudżetowych Smien, skończywszy na drogich i ciężkich Kievach. Dzięki temu mogli się rozwijać amatorzy, a profesjonaliści mieli spory wybór rodzimych produkcji. Korzystał na tym cały ZSRR, ponieważ wszystkie aparaty produkowane przez jego firmy były nieporównywalnie tańsze od konstrukcji zachodnich.

Oczywiście coś za coś — pod względem jakości te aparaty były zwykle gorsze od zachodnich, jednak różnica w cenie była znaczna. Za tworzenie kopii tak znanych marek jak Leica, Zeiss Ikon czy Hasselblad na pewno nie należy się radzieckiej technice pochwała, jednak dzięki rozwijaniu tych konstrukcji, opieraniu się na ich budowie powstały nowe, odrębne marki, które z czasem znacznie ewoluowały, tworząc radziecki przemysł fotooptyczny.

Doprowadziło to także do opracowania nowych, niekiedy wyprzedzających nawet zachodnie marki konstrukcji, takich jak aparaty Horizont czy Leningrad. O tym, jak ciepło przyjęto radzieckie aparaty na rynku, świadczy to, że Kievy są produkowane do dziś pod nazwą Arax oraz Lubitel i Lomo LC-A, dziś z dopiskiem +.

Z tych i wielu innych powodów zachęcam do zainteresowania się tymi urządzeniami, ponieważ nawet radzieckie aparaty słabej jakości rysują w nieprzeciętny sposób. Z pewnością będą odskocznią od codziennej idealności i wyżyłowanych cyfrowych fotografii.

Start, Druh, Fenix, czyli historia aparatów fotograficznych Made in Poland

Wielu z Was z pewnością przeszukiwało strych, by dowiedzieć się, jak fotografowali Wasi ojcowie, dziadkowie. Wśród staroci często można natknąć się na aparaty radzieckie, najczęściej plastikowe Smieny czy ciężkie, metalowe Zenity. Były to najpopularniejsze aparaty minionych lat. Oprócz konstrukcji ze Wschodu można znaleźć też aparaty z dumnie brzmiącym napisem Made in Poland. Właśnie o nich będzie ten tekst.

Mam nadzieję, że tematyka dawnych aparatów fotograficznych przypadła Wam do gustu i przeczytacie moje kolejne, już nie „radzieckie” artykuły ;)

__________

Rafał Miętka Rafał Miętka — jestem pasjonatem fotografii w szerokim tego słowa znaczeniu. Uwielbiam rejestrować wyjątkowe chwile w życiu człowieka, odnajdywać piękno w każdym z nas i we wszystkim, co mnie otacza. Kolekcjonuję dawny sprzęt fotograficzny, nie pozwalając, by został zapomniany. Oprócz tego interesuję się grafiką i muzyką, ciągle ucząc się w każdej z tych dziedzin. Moje prace można obejrzeć na: www.portretowo.blogspot.com.
Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Przeglądy:

Nudna Ameryka na nienudnych zdjęciach Jacka Foty [wywiad] 10 cytatów fotograficznych, które powinniście znać Najdroższe i największe obiektywy pokazane na targach Photokina 2014 Podnosząca się z gruzów stolica na zdjęciach z albumu "Warszawa lata 40." "Małe Nemo", czyli niemowlaki sfotografowane pod wodą Photoshopowe wpadki miesiąca - wakacje 2014 Sesja dla Disney'a i Annie Leibovitz podczas pracy Blogi modowe, na których zdjęcia zatrzymają Cię na dłużej "303 zdjęcia, które musisz znać" - recenzja albumu, którego nie ma Koken – darmowy system zarządzania treścią dla fotografów Filmy o fotoreportażu, dzięki którym inaczej spojrzysz na świat... JPEGmini – zmieniamy rozmiar zdjęć jednym kliknięciem Książki o fotografii, które warto przeczytać [cz.1] Photoshopowe wpadki miesiąca [styczeń] Fotoreporter David Guttenfelder opowiada o robieniu zdjęć smartfonem w Korei Północnej Fotografia (i Photoshop) w służbie propagandy 15 najchętniej czytanych tekstów w 2013 r. na Fotoblogii Photoshopowe wpadki miesiąca [grudzień] Photoshopowe wpadki miesiąca - listopad [galeria] Co warto czytać? Jesienny przegląd prasy fotograficznej Kreatywne techniki fotograficzne, które mogą zainspirować Google+ z wbudowanym Snapseedem Książki o fotografii, które warto przeczytać [część 2] Nowa i stara połówka Wielkiego Jabłka na jednym interaktywnym zdjęciu